w naszej ofercie: 10372 imprezy, 12385 terminów!

+48 12 648 99 77
+48 12 647 11 88
+48 12 647 22 66
E-mail:
Hasło:
Wszystko o tej ofercie wie:

WYCIECZKA OBJAZDOWA DO PORTUGALII 2011R

Śladami Henryka Żeglarza

Wyżywienie: zgodnie z programem imprezy lub opisem hotelu (ZPR)
Ocena oferty:
Kod oferty:
1978532
oferta w pdf
    • Szczegóły oferty
    • Zadaj pytanie
    • Oceń ofertę (Ocen: 0)
    • ZAMÓWIENIE WSTĘPNE

Dla dolatujących indywidualnie:
Rozpoczęcie wyprawy: LIZBONA,  zakończenie wyprawy: FARO,

1 dzień: KIERUNEK – LIZBONA!
Myślałem, że za drugim razem to już będę mniej zdenerwowany... Wokół mnie baaardzo dużo ludzi, trzymam się mocno mamy i szukam w tłumie Bartka. Ola już jest. Lecimy samolotem! I to w ciągu dnia, a więc pod nami niezwykłe widoki. Tata mówi, że ta śmieszna szachownica pod nami to pola uprawne, a szare wstążki z kolorowymi mrówkami, to drogi isamochody. Najbardziej nie mogę się doczekać widoku oceanu. Mama mówi, że to będzie super widok, bo lądujemy wieczorem i będą ładne światełka. Ponieważ trochę kleją mi się oczy, to obiecała, że jak zasnę, to mnie obudzi. To tylko trzy godziny, na pewno nie zasnę!!! Zasnąłem...

2 dzień: MIASTO HENRYKA ŻEGLARZA
Zaraz po śniadaniu idziemy odwiedzić króla (zamek św. Jerzego). Kluczymy wąskimi uliczkami - dużo schodów – mogę się pochwalić jak świetnie liczę! W twierdzy niestety nikt już nie mieszka, za to widoki na miasto są fajowe! Z góry widzę śmieszny żółty tramwaj - ja chcę do tramwaju!!! Zabytkowym wagonikiem zjeżdżamy z zamkowego wzgórza do samego centrum miasta. Tramwaj skrzypi i ledwo mieści się w wąskich uliczkach. Piszczę na zakrętach, mama się śmieje - super! A potem idziemy do centrum – jest tu taka stara, XIX – wieczna wieża, na która wjeżdżamy windą – też starą, chyba taka jak dziadek, bo ma więcej niż 100 lat. Ależ tu jest niesamowity widok - jeszcze lepszy niż z ruin zamku!!! Potem idziemy na lunch, bo, ajk mówi Kubuś Puchatek, już najwyższy czas na małe „conieco”. Tata zamawia kawę bica – odpowiednik włoskiego espresso, a mama a um galo – bliźniaczkę cafe latte. Dla mnie kelner przynosi ogroooomny puchar lodów. A potem znów niespodzianka, bo jedziemy pociągiem na nadbrzeże Lizbony, bo to duże miasto. Tutaj oglądamy ogromny model statku (Pomnik Odkrywców). Tata mówi, że to karawela, pierwszy statek, który mógł płynąć pod wiatr. Bartek, nie karawana tylko karawela! Mój młodszy brat wszystko przekręca. Na samym dziobie stoi pan w śmiesznym kapeluszu z malutkim statkiem i mapą świata w dłoniach.
Tuż za nim grupa żeglarzy z długimi włosami – jak dziewczyny, z mieczami i w dziwnych sukienkach... Przewodnik tłumaczy, że to Henryk Żeglarz – największy odkrywca świata, który nigdy nie wyjechał poza próg domu... Słyszałem o nim w szkole. To ten książę od Ferdynanda Magellana i Vasco da Gammy. I znów wsiadamy do windy. Wjeżdżamy na platformę widokową – chodzimy tu wąskimi korytarzykami o wysokich ścianach, dlatego Tato musi podnosić Bartka, żeby coś widział. Tato mówi, że ten duży rysunek, który widać z góry, to róża wiatrów. Dziwne, bo jest ogromna, z takich kosteczek i nie jest kwiatkiem. A poza tym wcale nie rusza się na wietrze… Mama się śmiała, jak się dziwiłem i potem mi wytłumaczyła, że to tylko taka nazwa, która określa strony świata. Pilot pokazuje mi figurę Cisto Rei, mówi, że ma aż 110 m wysokości i jest wierną kopią posągu z Rio de Janeiro. Potem jeszcze wskazuje mi klasztor Hieronimów - to tam właśnie znajduje się grób Vasco da Gammy. Bardzo chciałem go zobaczyć, bo naprawdę ładnie wygląda. Po zwiedzaniu klasztoru idziemy jeszcze zobaczyć wieżę w Belem. Potem wszyscy idziemy na pyszne ciastka z kremem z Belem.

3 dzień: ALGARVE – ZAMKI NA PIASKU
Nareszcie nad morze, hurra! Droga trochę mi się dłuży (około 4 godziny), ale pilot opowiada nam o morzu, piratach i wielkich odkrywcach. Mówi, że my jutro też popłyniemy w wielki rejs. Hotel w Albufeira jest super! Położony na klifach, tuż przy samej plaży. Wystarczy tylko zbiec po schodkach i już jestem na piasku. Mama prosiła, żebym sam tam nie chodził, no to siedzę na balkonie i czekam aż się przebierze. Nasze okna wychodzą prosto na morze, znaczy - na Ocean. Właściwie mógłbym tak siedzieć cały dzień i liczyć statki przepływające na horyzoncie. Siedem, osiem.. dwanaście. Tata pije zimne piwko z lodówki i ogląda polskie wiadomości z satelity. Mówi, że jak się skończą, to może pójdzie na basen.

4 dzień: WIELKI REJS, WIELKA WODA
Dziś zbudowałem trzy zamki z piasku i ogromny statek – karawelę. Bartek się śmieje, że wygląda jak łódź podwodna, ale niech sam spróbuje zrobić z piasku żagle i maszty... Za to mamie i tacie się podoba. Przed lunchem pilot przypomina o dzisiejszym rejsie. Mamy zabrać kostiumy kąpielowe, czapeczki, okulary przeciwsłoneczne i „coś od wiatru”. Najpierw jedziemy do Vilamoura Marina i tu wsiadamy na super luksusowy jacht Moena. Pływamy wzdłuż słonecznego wybrzeża (3 godziny). Oglądamy ciekawe formacje skalne oraz jaskinie i liczne groty. W jednej z najładniejszych zatoczek statek zarzuca kotwicę i mamy godzinę, żeby sobie popływać. Tata skacze z pokładu, mama się chwilę waha i... nie! Schodzi po wąskiej drabince. Po kolacji idziemy z tatą na basen, a potem na spacer po plaży. Nawet teraz, wieczorem, morze jest takie cieplutkie...

5 dzień: MAMO KUP MI DELFINA!
Pilot mówi, że delfiny to, obok małp człekokształtnych, jedne z najinteligentniejszych zwierząt na świecie. Potrafią rozpoznać swoje odbicie w lustrze i baaaardzo lubią bawić się z dziećmi. Zaraz to wszystko sprawdzę, bo właśnie jedziemy się z nimi pobawić. Bartek ma stracha, ale ja się nie boję, przecież umiem pływać. Całą zimę chodziłem z mamą na basen - warto było! Zaraz po śniadaniu jedziemy do Guia, największego Oceanarium w Europie. Będziemy w nim oglądać aż 25 tys. gatunków ryb i zwierząt morskich ze wszystkich oceanów świata. Ale mnie wystarczą same delfiny. Nareszcie! Pływam z delfinami! Mają taką śmieszną skórę, gładką jak nasz wazon z salonu. Wcale nie wyczuwam na niej tych mikro rowków podobnych do naszych linii papilarnych. Czytaliśmy z tatą w domu, że ich zadaniem jest wyciszanie turbulencji powstających wokół płynącego delfina, że zmniejszają tym samym opór wody wokół ich obłych ciał. Podobno na wolności delfiny pływają średnio 3-8 km/h, ale podczas ucieczki przed rekinami lub w czasie ścigania się ze statkami mogą rozpędzać się nawet do 40 km/h.! Ojej, ależ one śmiesznie szturchają tymi długimi pyszczkami. I jak wysoko skaczą! Zwłaszcza ten jeden, malutki. Wydają też takie dziwne dźwięki - ni to gwizdy, ni to traski… Mamo, tato - możemy zabrać jednego do domu?

6 dzień: AQUAPARK - ŚLIZGIEM W DÓŁ!
Dzisiaj znowu wielka wodna przygoda! Zaraz po śniadaniu jedziemy na cały dzień do Aquashow. Pilot mówi, że to największy w Algarve Park Wodny - zajmuje aż 12 tys. m². Jej, ależ tu jest dużo atrakcji! Zjeżdżalnie, wysepki, tunele, fontanny. Od czego tu zacząć? Tata zjeżdża ze mną wielką zjeżdżalnią. Najpierw trochę się boję, ale za drugim razem idę już sam. Bartek ciągle trzyma Ole za rękę, a ona się wyrywa, bo chce zjeżdżać sama. Mama trochę jeździ z nami, ale potem mówi, że tu dla niej za głośno i idzie do sauny, a później do jacuzzi. Wracamy wczesnym wieczorem. Zasypiam zaraz po kolacji.

7 dzień: OD WCZESNEGO BRZASKU KĄPIEL W BIAŁYM PIASKU
Dzisiaj wszyscy robią, co chcą. Pilot mówi, że to taki Dzień Dziecka na wakacjach. Cały dzień bawię się z Olą i z Bartkiem. Rano biegniemy na basen, a potem zbieramy cały worek muszelek – będą fajną pamiątką i prezentem dla kolegów z klasy! Mama kładzie się na leżaku, a tata z Olą postanawia objechać okolicę. Chce zwiedzić Lagos i zobaczyć miejsce pierwszego w Europie targu niewolników, a potem na Przylądek św. Wincenta, na Sagres – czterdziestometrową skałę uchodzącą niegdyś za koniec świata. Ja bym tam wolał jeszcze do delfinów, ale na plaży też jest fajowo! Budujemy ogromny zamek, ale kiedy woda podmywa mu fosę i wdziera się za pierwsze mury, wywieszamy białą flagę i idziemy trochę popływać. Woda w morzu jest słona, więc potem, dla odmiany idziemy na basen hotelowy. Poznajemy nowych kolegów; Eduardo i Bartolomeo. Ich tatusiowie też pojechali do Lagos. Wieczór spędzamy bawiąc się w chowanego wśród kolorowych, wapiennych skał na plaży. Na pożegnalnej obiadokolacji jemy przepyszne sardynki, ryby szpady i pastę z tuńczyka. Pilot mówi, że ta pasta, to przysmak samych Fenicjan. Wszystko jest baaardzo pyszne!

8 dzień: JA TU JESZCZE WRÓCĘ!
Budzi mnie dziwne szuranie walizki. Ojej, to już dzisiaj? Dopiero poznałem nowych kolegów... Po śniadaniu biegnę ostatni raz na plażę, a potem hyc! – do autobusu. Droga na lotnisko jest bardzo krótka (30 minut do Faro). Nawet nie zdążyłem się obejrzeć, a już siedzę przypięty pasami w wielkim samolocie. Startujemy. Z okna widzę olbrzymie łachy piasku – ilhas – tata mówi, że można się na nie dostać tylko łodzią. Ech, szkoda, że tam nie byliśmy. Mama się tylko śmieje i obiecuje, że pomyśli o tym w przyszłe wakacje...

Chciałbyś, żeby było krótko, ale ciekawie, blisko i egzotycznie? Chcesz ominąć jet lag? Mają być plaże, ciepełko i szczypta historii? Dzikie zwierzęta są mile widziane? No to jedźmy do Portugalii!
Wiktor właśnie nauczył się pływać, a Julka wygrała swój pierwszy konkurs. Jest taka mała, a o Krzysztofie Kolumbie wie już niemal wszystko! Za to Marysia nie chce się uczyć. Twierdzi, że historia jest nudna, bo stara - że wszystko już było, minęło, przepadło i nie wróci więcej. Musi dotknąć, żeby zrozumieć. Za to kocha zwierzaki. Kupiłeś jej chomika, ale woli rybki, zwłaszcza glonojada. Godzinami może podziwiać swojego żółwia Hieronima. Uwielbia też delfiny – chciała piżamkę w delficki, piórnik z delfinkiem i notesik… - marzy o tym, żeby kiedyś z nimi popływać... Kiedyś? Ty wciąż masz zaległy urlop, a dzieciom szykuje się wolne. W Turcji już byliście... W Grecji za gorąco... Do Hiszpanii wszyscy jeżdżą... Włochy są za blisko... A może by tak Portugalia!
Aż do połowy XV wieku Portugalia była krańcem znanego wtedy świata. Dalej, dla ówczesnych ludzi, były już tylko ciemności, potwory i wielkie odmęty nieznanych wód. Wokół roiło się od piratów, a waleczni Rzymianie twierdzili, że tutaj właśnie zachodzi słońce, z sykiem pogrążając się w zburzonym morzu. Niewielu było śmiałków, którzy niebaczni na przestrogi odważyliby się na próbę przekroczenia tych nieznanych przestrzeni morskich. Ci, którzy zaryzykowali, przeważnie nigdy nie wracali. Dlaczego? Bo ówczesne statki nie pływały pod wiatr. Dopiero w XV wieku w portugalskim umyśle zrodził się projekt „wszystko mogącej” karaweli, która pozwalała przekraczać dotychczasowe granice ludzkich możliwości. Imponujące i budzące podziw karawele wypływały z wybrzeży Algarve. To tutaj toczyły się bitwy korsarskie, to tutaj także, u brzegów Algarve, korsarze napadli na statek Krzysztofa Kolumba, który podążał z Genui do Lizbony. Młody kapitan wyskoczył za burtę i ruszył wpław kilka mil do brzegu. Oj, nie dużo brakowało! Gdyby wówczas utonął, inaczej potoczyłaby się historia odkryć geograficznych i być może to właśnie Portugalczycy odkryliby Amerykę...Jednak zanim staniemy na skraju świata i przeniesiemy się myślami do dawnych, fascynujących bitew morskich, odwiedzimy stolicę. Lizbona, jak każde szanujące się miasto, położona jest na siedmiu wzgórzach. Jej urokliwa starówka, wąskie i kręte uliczki oraz klimatyczne zaułki nie pozwolą zmęczyć się ani znużyć. Odwiedzimy tylko najważniejsze miejsca. Podążymy śladami Maurów, poznamy Henryka Żeglarza i odwiedzimy Vasco da Gammę. Wypijemy aromatyczna kawę i ochłodzimy się lodami. Pamiętając o tym, że małe nóżki naszych pociech wolno chodzą, wskoczymy od czasu do czasu do zabytkowego tramwaju lub klimatyzowanego metra. A kiedy nasycimy się fascynującą historią, ruszymy dalej - nad Ocean. Tutaj, na bajecznych plażach Algarve, oddamy się tym wszystkim zajęciom, które nasze Tygrysy lubią najbardziej. Będzie morska kąpiel, wielki rejs, ciepłe słońce, czysta woda. Będzie też Aquapark i upragnione delfiny. Będzie tak jak chciałeś – blisko, egzotycznie i bezpiecznie!

CIEKAWOSTKI:
Fado – muzyczny narkotyk Portugalii
Będąc w Portugalii, nie raz usłyszymy nostalgiczne, gorzkie, a przede wszystkim sentymentalne dźwięki fado. Fado to muzyka wyrażająca duszę wrażliwego Portugalczyka. Najsłynniejsza wykonawczyni fado – Amalia Rodriques pisała o fado, że „to świadomość, iż nie da się przezwyciężyć przeznaczenia. Że nie można nic zmienić. To pozostające bez odpowiedzi pytanie: dlaczego? To nieustanne pytanie pomimo pewności, że odpowiedzi nie będzie”. Definicja jest skomplikowana i musi taka być, bo przecież odnosi się do pojęcia fatum, losu, który jest nieprzewidywalny i niepoznawalny. Ten niezwykły gatunek muzyczny ukształtował się w XIX w. w portowych dzielnicach biednej Portugalii. Przy akompaniamencie dwóch gitar (np. portugalskiej gitarze dwustrunowej) czarowano rzewnymi dźwiękami – śpiewali głównie mężczyźni, ale zdarzały się także słynne pieśniarki. Twórcy pochodzili głównie z dzielnic Lizbony: Alfami i Mouraria. Znawcy gatunku twierdzą, że właśnie w Lizbonie fado jest najczystsze i najpełniejsze, mimo iż innymi znanymi ośrodkami tej muzyki jest Combra i Porto. Fado stało się modne w innych częściach Europy, a nawet w Japonii dopiero w XX wieku. Niektórzy zaczęli naśladować twórców portugalskich uprawiając ten gatunek i tworząc teksty w swoim rodzimym języku. Jednak najbardziej zagorzali fani muzyki uważają, że prawdziwe fado może być śpiewane tylko po portugalsku.

Henryk Żeglarz - człowiek, który zmienił oblicze świata
Henryk Żeglarz, czyli Dom Henrique o Navegador był autentycznym synem królewskim (syn króla Portugalii - Jana I Dobrego) i przede wszystkim wielkim wizjonerem. Nie znając mórz i oceanów, nie biorąc udziału w żadnych wyprawach morskich, snuł swoje śmiałe marzenia morskie, przesiadując na skale w Sagres – w najbardziej wysuniętym w morze zakątku południowo-zachodniej Europy. To dzięki tym marzeniom i współorganizowaniu wypraw dalekomorskich otrzymał po śmierci przydomek „Żeglarz”. To z jego inicjatywy wyruszyło wiele ekspedycji, których zadaniem było odkrycie drogi morskiej wiodącej do Indii via zachodnie brzegi Afryki. Nie wszyscy odważyliby się na tak śmiałe plany, ponieważ do tej pory najśmielszy żeglarze dopłynęli zaledwie do Przylądka Bojador (lezącego na terenach dzisiejszej Sahary Zachodniej). Marynarze twierdzili, że dalej czeka każdego niechybna katastrofa, bo poza granica poznanych wód czyhają straszliwe potwory morskie z rozdziawionymi paszczami, bezlitosne demony oraz pojawiają się leje oceaniczne, które wciągają całe statki w swe odmęty… Henryk Żeglarz namawiał na wyprawy wielu marynarzy, wypłynęło kilkanaście załóg, ale wszystkie wracały, nie mogąc w sobie pokonać strachu przed nieznanym. Ale w końcu znalazł się żeglarz o lwim sercu… - nazywał się Gil Eannes. Przekroczył on mityczną granicę, poznając kolejne porty afrykańskie. Od tego czasu Portugalczycy zaczęli podbijać Afrykę i kolonizować jej zachodnie ziemie. Henryk Żeglarz był tym, który dzięki swym marzeniom dał początek wielkim podróżom morskim i odkryciom geograficznym. Jego fascynacja dalekimi podróżami morskimi jednak nie wygasła - wręcz przeciwnie – założył uniwersytet w Lizbonie, w którym kształcono przyszłych podróżników, ucząc m.in. nawigacji, astronomii i kartografii. Podobno ten słynny Książę Viseo był pomysłodawcą budowy karaweli, nowoczesnego statku, który mógł poruszać się pod wiatr i w związku z tym miał większe szanse na dalekie i szybsze podróże. Dzięki marzeniom Henryka Żeglarza pod koniec XV w. portugalski żeglarz – Vasco da Gama jako pierwszy opłynął Afrykę i znalazł drogę morską do Indii.

Terminy i ceny

Cena podstawowa Wolne miejsca
Dowolny 1600 EUR Sprawdź

cena od osoby

Zakwaterowanie

Pensjonat

zakwaterowanie - opis zakwaterowanie w programie oferty.

Wyżywienie

zgodnie z programem imprezy lub opisem hotelu (ZPR)

Transport

Przyjazdy/Odjazdy

Samolot

przelot - od ok.900 do ok. 1.500 PLN/osoba

Miejscowość Cena
Warszawa Dopłata 1500 PLN

Cena zawiera

- opieka polskiego pilota MK Tramping,
- transport wynajętym klimatyzowanym busem na całej trasie,
- zakwaterowanie w pokojach 2-osobowych z dostawką w hotelach 4 ****,
- ubezpieczenie NW i KL oraz bagażu,
- opłaty wstępu do zwiedzanych obiektów,
- wszystkie wstępy do parków wodnych oraz atrakcji uwzględnionych w programie,
- wyżywienia: śniadania, lunche i kolacje

Dodatkowo płatny bilet lotniczy:
Warszawa –Lizbona/ Faro - Warszawa

Cena nie zawiera

- napoi chłodzących,
- dodatkowych atrakcji,
- wydatków prywatnych

comments powered by Disqus
Nasze marki:

Biuro Podróży Ecotravel

os. Niepodległości 3A/5A
31-865 Kraków (Nowa Huta)

+48 12 6489977, +48 12 6472266
+48 12 6471188, +48 12 6813692
fax.: +48 12 391 72 03
biuro@ecotravel.pl

godz. otwarcia:
Poniedziałek - Piątek: 09:00-18:00
Sobota: 10:00-14:00
Niedziela: nieczynne

Opublikowane na stronach internetowych www.ecotravel.pl materiały, informacje lub ceny nie stanowią oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego.